Jarosław Królewski kończy konflikt ze Śląskiem Wrocław. „Dziś więc kończę swoją tyradę”
Wisła Kraków pokonała Śląsk Wrocław 2:1 golem Alana Urygi strzelonym w trzeciej minucie doliczonego czasu gry. Sam wynik szybko zszedł jednak na dalszy plan – po meczu głośniej było o wpisie Jarosława Królewskiego, który wrócił do marcowych wydarzeń, przeprosił kibiców Śląska i zapowiedział koniec publicznej wymiany zdań między klubami.
Konflikt trwający od marca
Piątkowe spotkanie miało dodatkowy ciężar, bo oba kluby od pół roku pozostawały w otwartym sporze. Zaczęło się od decyzji Śląska o niewpuszczeniu zorganizowanej grupy kibiców Wisły na marcowy mecz Betclic 1. Ligi. W ramach protestu Wisła w ogóle nie pojawiła się wtedy we Wrocławiu, za co PZPN przyznał jej walkower. Krakowski klub się odwołał, ale 13 maja Najwyższa Komisja Odwoławcza PZPN podtrzymała tę decyzję.
Osobną sprawą zajęła się Komisja Dyscyplinarna, oceniając już samą decyzję Śląska dotyczącą kibiców gości. Tu konsekwencje poniósł wrocławski klub – karę miliona złotych, utrzymaną 21 maja przez Najwyższą Komisję Odwoławczą.
Bezpieczeństwo kontra poczucie krzywdy
Śląsk tłumaczył swoją decyzję analizą ryzyka i względami bezpieczeństwa związanymi z konkretną grupą kibiców Wisły. W Krakowie odebrano to zupełnie inaczej – jako pretekst do ukarania całej społeczności klubu za zachowanie części osób. To rozminięcie się narracji ciągnęło się przez kolejne miesiące, a spór z boiska szybko przeniósł się do mediów społecznościowych, gdzie przedstawiciele obu klubów wymieniali się coraz ostrzejszymi komentarzami.
Dramatyczna końcówka w Krakowie
Pierwszy ligowy mecz po marcowym zamieszaniu obfitował w emocje do ostatnich sekund. Wisła prowadziła po trafieniu Angela Rodado, Śląsk wyrównał za sprawą Adama Ciućki, a o zwycięstwie gospodarzy zdecydował gol Alana Urygi w doliczonym czasie. Na trybunach zasiadło około 33 tysięcy widzów, którzy byli świadkami nie tylko sportowego dramatu, ale i – jak się okazało kilka godzin później – symbolicznego domknięcia całej sprawy.
„Dziś z tym kończę”
Już po północy Jarosław Królewski opublikował wpis, w którym przyznał, że decyzja o nieprzyjechaniu do Wrocławia była jednym z trudniejszych momentów w jego dotychczasowej karierze. Wrócił też do określeń, jakie – jego zdaniem – pojawiały się pod adresem całej społeczności Wisły, nazywając to niesprawiedliwym uogólnieniem. Zaznaczył przy tym, że sam przez kolejne miesiące odpowiadał w podobnym tonie.
To właśnie ten fragment wpisu okazał się najważniejszy. Prezes Wisły przeprosił kibiców Śląska za słowa, które mogły ich urazić, i zapowiedział, że nie zamierza dłużej brnąć w wzajemne oskarżenia. „Nie chcę jednak dalej odpowiadać generalizacją na generalizację. Dziś więc kończę swoją tyradę” – napisał, dodając, że obie społeczności kibicowskie są znacznie większe niż pojedyncze zachowania ich przedstawicieli.
Decyzje PZPN pozostają bez zmian
Gest Królewskiego dotyczy jednak wyłącznie publicznej retoryki – nie zmienia niczego w formalnych rozstrzygnięciach. Walkower dla Śląska za marcowe niestawienie się Wisły nadal obowiązuje, podobnie jak milionowa kara nałożona na wrocławski klub za decyzję o niewpuszczeniu kibiców gości. Obie sprawy toczyły się niezależnie od siebie i tak samo niezależnie pozostają rozstrzygnięte.
Co dalej?
Królewski nie wycofał się ze swojej oceny marcowych wydarzeń – w jego przekonaniu cała społeczność Wisły została wtedy potraktowana przez pryzmat zachowań pojedynczych osób. Uznał jednak, że dalsza wymiana ciosów prowadzi donikąd. „To wszystko. Temat uważam za zamknięty” – zakończył swój wpis.
Prezes Wisły postawił więc kropkę nad własną częścią sporu. Czy podobny gest padnie również ze strony Śląska, na razie pozostaje otwartym pytaniem.